trip report 750mg DXM HBr - 3 plateau

Posted in psychedelic experiences on kwiecień 4th, 2008

Substancja: bromowodorek dekstrometorfanu (DXM HBr)

Dawka: 750mg (50 tabletek x 15mg) na 85kg masy ciała; 8.8mg/kg m. c.

Dawkowanie: garść tabletek co jakieś 2 minuty

Doświadczenie: narkoza, thc, dmh, dxm

Set&settings: wtorek, własny pokój, lat 17, rodzice w pomieszczeniu obok, podenerwowanie lekkie, stan psychiki całkiem ok, nastawienie trochę niepewne, następnego dnia pobudka przed 6. rano i marsz do szkoły

Wstając rano owego pamiętnego dnia nie przypuszczałem, że za niecałe kilkanaście godzin będę spożywał prawie dwukrotną śmiertelną dawkę leku na kaszel :D Czas upływał męcząco powoli, gdy czekałem na nadejście „godziny W”, która była ustalona na 21:00. Czas wypełniałem odliczaniem i wyciskaniem tabletek z listków, oraz słuchaniem muzyki i oglądaniem Las Vegas Parano, co by poczuć klimat człowieka biorącego psychodeliki :D

Około 21:30, udałem się do kuchni po połówkę cytryny i kubek. Ojcu powiedziałem, że kiepsko się czuję i kładę się spać. Cytrynę wycisnąłem do kubka, zalałem wodą mineralną. Jeszcze szybko zdjąłem z siebie ubrania, żeby nie mieć z tym problemu później, w razie czego i zacząłem łykanie.  Po kilkunastu minutach pojawiły się pierwsze efekty mocnego przedawkowania lekarstwa, czyli dokładnie tego o co mi chodziło :D Drgawki były tak silne, że ledwo byłem w stanie pisać na klawiaturze. Gdyby moi rodzice mnie w tym momencie zobaczyli, na pewno pomyśleliby, że dostałem ataku epilepsji albo czegoś jeszcze gorszego :D Było trochę śmiechu z rozmów na gadu, między innymi z P. Naprędce ułożyłem play listę, na której znalazły się niezbędne do podróżowania zespoły: Pink Floyd, The Doors, Jimi Hendrix. Po chwili, gotowy do zwiedzania najdziwniejszych zakamarków mojej psyche, ułożyłem się wygodnie na łóżku. P. była ze mną jeszcze przez kilkanaście minut, po czym postanowiła zostawić w spokoju komputer, gdyż jej trip już się rozkręcał i przybierał na mocy. I tak o to słuchając muzyki czekałem, aż przyjdzie kolej na mnie. Z tego co pamiętam była godzina ok. 23:00-23:30. Drgawki nie ustawały. Jak to następnego dnia ujęła P. „musiało to wyglądać, jakby się ktoś ruchał pod tą kołdrą” :D Od wzięcia tabletek minęło już prawie 2 godziny, a ja ciągle nic nie czułem prócz tych drgawek. Wiedziałem, że ten długi czas loadingu zawdzięczam sytej kolacji, jaką mama zrobiła mi kilka godzin wcześniej.

Gdy Deksowy Świat zaatakował, była godzina jakoś 0:15-0:30. Obraz przed oczami bardzo mocno mi się rozmazywał i poruszał. Powoli zaczynałem odczuwać dysocjację, muzyka brzmiała coraz piękniej i ciekawiej. Wydawało mi się, że wydobywa się ona prosto z wnętrza mojej głowy. Zamknąłem oczy i odczuwając unikalny deksowy błogostan wtuliłem głowę w poduszkę, dając się ponieść muzyce. Poczułem, że moje łóżko zaczyna się poruszać. Tak jakby zaczęło wyjeżdżać z pokoju, wyjechało i pędziło coraz szybciej i szybciej. Gdy otworzyłem oczy, bardzo zdziwiłem się, gdy zauważyłem, że ciągle znajduję się w swoim własnym domu. Działanie dysocjantu było już bardzo wyraźnie wyczuwalne. Zamknąłem oczy ponownie. Dysocjacja sprawiała, że nie czułem swojego ciała, obecności we własnym pokoju, łóżku i po zamknięciu oczu byłem obecny tylko i wyłącznie w swoim umyśle, moim światem stawały się wizje pojawiające się pod zamkniętymi powiekami. Pierwszym co zauważyłem był średniowieczny zamek nocą. Widok bardzo dziwny, tym bardziej, że w mgnieniu oka zamek zamienił się w ogromny budynek, jakby jakąś wielką rezydencję. W jej oknach paliły się światła. Powoli oddalałem się od budynku, dzięki czemu mogłem zauważyć, że znajduje się on w gęstym i wysokim lesie iglastym. Znajdowałem się coraz dalej od budynku, coraz bardziej zagłębiałem się w las, drzewa w świetle księżyca mijałem z bardzo dużą prędkością, aż w końcu budynek zniknął z pola widzenia, a ja zostałem całkowicie otoczony przez las, niemalże fizycznie czując jego obecność tu i teraz. I wtedy otworzyłem oczy. Z powrotem znalazłem się w swoim własnym łóżku. Najśmieszniejsze było to, że teoretycznie wcale nie czułem swojego ciała, ale dysocjacja sprawiała, że czułem jak połówki rozkładanej kanapy, na której leżałem, podnoszą się do góry (w kształt litery V) i opadają (łóżko w kształt litery A). Było to bardzo dziwne i ciekawe uczucie :) Niesamowicie brzmiąca muzyka zachęcała mnie do ponownego zamknięcia oczu i doświadczania CEV’ów. Ten jeden, który miał teraz nastąpić, był czymś jakby deja vu. Dlaczego? Bo jedna osoba opowiadała mi już o bardzo podobnej wizji, której doświadczyła będąc w deksowym świecie. Widziałem planetę, która przypominała bardzo Ziemię. Unosiłem się wysoko nad nią i obserwowałem ją z przestrzeni kosmicznej. Morza były granatowe, a kontynenty brunatne. Zacząłem powoli opadać ku tej planecie tak, że widziałem bardzo wyraźnie kontynent do złudzenia przypominający Europę. Nagle na jego powierzchni pojawiły się żółte linie symbolizujące granice państw. Dxm’owy świat, jak zwykle, sprawiał wrażenie, że wszystko jest w nim jasne, prawdziwe i oczywiste. Otworzyłem oczy, spojrzałem na pokój… Gałki oczne były mocno zdesynchronizowane, musiałem zamknąć jedno oko, żeby nie widzieć podwójnie. Na radiobudziku była wyświetlona wielkimi, czerwonymi i ruszającymi się cyframi godzina ok. 1:30. Nie mogłem uwierzyć, że jest tak wcześnie. Pod wpływem dekstrometorfanu minuty zawsze płyną, jak godziny. Znowu zamknąłem oczy i znajdowałem się tuż nad powierzchnią planety, którą wcześniej widziałem, tuż nad jakąś górą z drzewem na szczycie, tuż nad jakąś wyspą. Zacząłem się unosić coraz wyżej w górę, w przestrzeń kosmiczną, aż widziałem Ziemię oraz Słońce w całej okazałości. Widok zapierający dech w piersiach. W tym momencie pomyślałem sobie, jakby to było, gdybym nagle spadł z powrotem na Ziemię… i za chwilę leciałem w dół, by to sprawdzić :D Gdy w końcu dotknąłem stopami ziemi (wcale nie czując upadku) zobaczyłem bardzo dziwny krajobraz, niczym z starej trójwymiarowej gry komputerowej… Sucha ziemia, wyschnięte martwe drzewa bez liści… Wszystko nagle pokryło się śniegiem i CEV się skończył tak jakby. Postanowiłem ściągnąć słuchawki, aby na chwilę chociaż trochę powrócić do rzeczywistości. Próbowałem wstać z łóżka. Gdy w końcu udało mi się dokonać tego heroicznego czynu, stojąc tak czułem się totalnie skołowany i sztywny niczym posąg. Stwierdziłem, że próba poruszania się w tym stanie po pokoju mogłaby się skończyć tragicznie, nieprzyjemnie, a w najlepszym wypadku miałbym niepotrzebny przypał z kochanymi rodzicami :) Prędko więc wróciłem do łóżka i z trudem obsługując laptopa (jedno oko trzeba było trzymać zamknięte ciągle) znowu puściłem muzykę. Pojawiały się kolejne CEV’y: widziałem las tak ciemny, że tylko korony najwyższych drzew wyróżniały się na tle rozgwieżdżonego nieba. Stałem (!) na pionowej ścianie klifu, w środku pomiędzy krawędzią i morzem. Chciałem dostać się do tej krawędzi i się jej złapać, co mi się udało, gdyż mogłem latać (don’t worry, don’t cry, take aco and fly) :D Później przestałem się interesować CEV’ami, gdyż wtedy większość z nich wydawała mi się totalnie bez ładu i składu. Otworzyłem więc oczy i postanowiłem poprawić sobie pościel, co z wiadomych względów było bardzo trudnym przedsięwzięciem. Wszystko co robiło moje ciało, robiło automatycznie, tak że nie kontrolowałem dokładnie ruchów, które wykonywałem. W słuchawkach nagle usłyszałem Hey Joe Jimiego Hendrixa i w tym momencie jakoś straciłem chęć na dalsze słuchanie muzyki. Poza tym byłem już trochę nią zmęczony. Na radiobudziku odnotowałem godzinę 3:00. Znowu postanowiłem wstać z łóżka i znowu nie byłem w stanie się poruszać (a właściwie nie miałem ochoty), zrobiłem może z 2 kroki trzymając się stołu i wróciłem do łóżka. Chciałem już z powrotem założyć słuchawki, lecz nagle usłyszałem otwierające się drzwi od pokoju rodziców i otwierające się drzwi łazienki! Wpadłem w panikę. Chciałem schować laptop i słuchawki pod kołdrę, lecz nie wiedziałem jak. Strach zaczął się potęgować, nie wiem… coś jak bad trip? Chociaż może nie dosłownie, to był taki trzeźwy strach. Bałem się poruszyć, aby tylko rodzice nie weszli do pokoju. Leżałem tak sztywno na boku przez kilka minut i wreszcie zacząłem się zastanawiać, czy to nie były jakieś omamy dźwiękowe, które sobie sam wkręciłem. Pomyślałem sobie, że moi rodzice o tej porze ZAWSZE śpią jak zabici i nie chodzą do toalety po 3 w nocy. Dodatkowo podobną historię miałem, gdy ostatnim razem podróżowałem w łóżku. Postanowiłem pochodzić chwilę po pokoju i tu nagle to, czego obawiałem się najbardziej: dźwięk otwieranych drzwi od pokoju rodziców. Bardzo mnie to już wszystko męczyło, więc bez względu na ryzyko postanowiłem podnieść się z łóżka, odłożyć laptop na biurko, po drodze się nie zabić i wrócić do łóżka. Jedynym czego teraz pragnąłem był sen. Jednak to nie było takie proste. Leżałem bezmyślnie próbując zasnąć, niestety bezskutecznie. I tak mi upływał czas aż do godziny 5 rano. Zaburzenia wzroku były już tak silne, że wszystko w około się poruszało – budzik skakał na wszystkie strony, żyrandole się rozmnożyły. Nie wiem czy to była wina zeza i poruszania się gałek ocznych, czy może jakieś dziwne OEV’y. W każdym razie byłem zbyt zmęczony psychicznie, aby się nad tym zastanawiać. O 5 rano udało mi się na godzinę zasnąć, po czym musiałem wstawać i szykować się do szkoły. Ojciec mnie obudził mnie jeszcze na totalnej bani, po czym poszedł robić śniadanie. Próbowałem zachowywać się jak zazwyczaj, jednak to że rozmawiałem z ojcem jeszcze naćpany dosyć mocno, bardzo mnie bawiło :D Droga do szkoły była inna niż zawsze. Zez ciągle się utrzymywał. Szedłem jak robot, na szczęście jakoś w miarę prosto. W autobusie spotkałem znajomych również udających się do szkoły i wydawało mi się, że oni wiedzą o wszystkim i śmieją się z mojego naćpania, więc tylko się przywitałem i usiadłem kilka miejsc dalej, przeżywając mistyczną podróż autobusem :D W szkole było nie mniej mistycznie, ciągle czułem działanie aco, jednak teraz już powoli zjeżdżające na szczęście. Twarze wszystkich znajomych wydawały mi się trochę nie do poznania. Wzrok był w bardzo kiepskim stanie, jak to po 3 plateau… Jeden z ciekawszych dni w szkole generalnie :) W domu do wieczora mocno było czuć zjazd. Piękne uczucie. Wieczorem siedziałem i rozmawiałem z P. o przeżyciach sprzed kilkunastu godzin… W słuchawkach muzyka Dżemu – List do M. nigdy nie brzmiał tak pięknie, poczułem się naprawdę szczęśliwy, że mogłem przeżyć takiego tripa jak wczoraj i że zjazd trzymał mnie mocno jeszcze kilkanaście godzin po zejściu tripa. Jednak to nie był koniec tego wszystkiego… Gdy tylko położyłem się wykończony do łóżka, marząc o kilkunastogodzinnym śnie, zgasiłem światło, zacząłem się wpatrywać w firankę i zastanawiać czy wczoraj miałem OEV’y… To co się wtedy stało, przerosło moje najśmielsze oczekiwania i trochę mnie przeraziło! Z początku firanka delikatnie falowała i poruszała się nie znacznie. Jednak w miarę wpatrywania się w nią wszystko w około zaczynało się trząść i wirować! Firanka się rozdwajała i widać było, że jej wzory się zmieniają! Wyglądało mi to na porządne prawdziwe halucynacje! Czułem się jakbym ciągle był pod silnym działaniem DXM! Ale te halucynacje były silniejsze niż jakiekolwiek wcześniejsze OEV’y jakich doświadczyłem. Jeszcze nie brałem kwasa, ale to skojarzyło mi się właśnie z nim. Poczułem nagłą gorączkę w głowie w miarę jak OEV’y się rozkręcały. Przybierała ona na sile (wszystko wokół mnie już wirowało i się trzęsło), aż w końcu przerodziła się w nieznośny ból i strach przed śmiercią. Bałem się, że zmieszałem DXM z jakimś lekami i za chwilę mój mózg się spali :/ Tak to dosłownie odczuwałem – ogromna gorączka w głowie. Nagle poderwałem się z łóżka i zacząłem się wpatrywać w podłogę, która też zaczynała wirować i pojawiały się na niej psychodeliczne wzorki! Głowa na szczęście przestawała boleć i nagle pomyślałem o tym, żeby zapalić światło. I pomogło! Wszystko się skończyło! Nagle przestraszony chwyciłem komputer i dzięki bogu P. była online. Powiedziałem jej o wszystkim sam będąc jeszcze śmiertelnie przestraszonym, że faza mi do tej pory nie zeszła, a nawet stała się silniejsza. Ta mnie uspokoiła mówiąc, że również miała różne dziwne efekty uboczne brania Aco. Gdy P. poszła spać, uspokojony rozmową z kimś, trochę mniej już się bałem, a nawet uznałem to, za bardzo ciekawe doświadczenie. Nigdy jeszcze nie miałem takich OEV’ów! Puściłem sobie więc Pink Floyd i zgasiłem światło… i podziwiałem psychodeliczne wzorki tańczące na moich firankach :D Wyglądało to kosmicznie. Wzrok dziwnie mi skakał w ciemności, jak w telewizorze z niedostrojonym v-sync. Meble się wykrzywiały we wszystkie strony, kubek stojący na stole powiększył się do rozmiarów wiadra! Wszystko się kiwało jak szalone! Trwało to przez jakieś 20 min i powoli słabło, aż w końcu pozostało tylko to skakanie i liche OEV’y przy długim wpatrywaniu się w jedno miejsce długi czas. I tak o to skończył się najciekawszy trip w moim życiu :)

Od tego czasu minęło już 9 dni i ciągle czuję lekkie zaburzenia wzroku, takie dziwne deksowe spojrzenie w nocy, trochę mniej zauważalne w dzień :) Ciemność już nigdy nie będzie tylko ciemnością, nawet zwykła wędrówka ulicą miasta wieczorem nabrała magii od czasu, gdy pierwszy raz spróbowałem DXM… A było to stosunkowo niedawno temu, trochę ponad miesiąc. Pierwszy raz – 360mg (słabe 2 plateau), po tygodniu drugi raz – 450mg (2 plateau na imprezie) i nie minęły 3 tygodnie jak doświadczyłem właśnie tego tripu! Teraz przyszła chwila refleksji i zastanowienia się nad motywami, które mną kierują popychając mnie do odkrywania deksowego świata… Z pewnością teraz przyda się kilka tygodni abstynencji (do majówki) i dobre przygotowanie do następnego tripu – może 900mg + muzyka Shpongle + piknik na łonie natury? :)

trip report 450mg DXM HBr - psychodeliczna “domówka” ;d

Posted in psychedelic experiences on marzec 30th, 2008

Substancja: bromowodorek dekstrometorfanu (DXM HBr)

Dawka: 450mg (30 tabletek x 15mg) na 85kg masy ciała; 5.3mg/kg m. c.

Dawkowanie: 6 tabletek 15mg co ok. 3-5 min

Doświadczenie: etanol, metanol, nikotyna, kofeina, narkoza, thc, dmh, dxm

Set&settings: mały „melanż” :D w domu znajomego, kilka osób palących sziszę, pijących alkohol, palących mj, nastawienie bardzo pozytywne

Zniechęcony licznymi doświadczeniami z alkoholem na pewną piątkową, całonocną „imprezę” postanowiłem wybrać się wraz z rekreacyjną dawką dexa. Jego ilość była wystarczająca, aby osiągnąć średnie 2 plateau. Czym jest plateau? W przypadku dxm jest to, tak jakby, poziom doświadczenia psychodelicznego. Jest on zależny od dawki (każde plateau ma przedział dawki mierzonej w mg na kg masy ciała, np. 1. plateau ma od 1.5 do 2.5mg/kg). Takich poziomów istnieje 4. Każdy z nich jest totalnie inny. 2 pierwsze należą do bardziej rekreacyjnych, natomiast trzeci i czwarty dostarczają bardzo silnych przeżyć i doznań, przez co rekreacyjnymi ich nazwać nie można.

Zakup paczki leku Acodin, który kosztuje dokładnie 5,60 zł odbył się bez problemu. Wieczorem ok. godziny 20 musiałem przebyć prawie godzinną drogę komunikacją miejską, przez co udzielił mi się nieco industrialny klimat, doprawiony szczyptą trip-hopu w słuchawkach w wykonaniu L.U.Ca & Rahima (płyta Homoxymoronomatura). Czułem się totalnie nieswojo. Czekając na autobus spoglądałem na ludzi i zastanawiałem się, jak niektórzy z nich muszą się czuć nie doświadczywszy tego co ja. Ciekawiło mnie, co by się w nich zmieniło, gdyby dowiedzieli się, jak wygląda ta „the other side”… Na przystanku spotkałem kobietę w wieku lat ok. osiemnastu. Wszystko wskazywało na to, że jest pod działaniem tego, co ja zamierzałem zażyć tego dnia! Bociani chód, wyraz twarzy, zaburzenia mowy. Zapytała się pewnej pary, czy z tamtego przystanku odjeżdża autobus na Bielany Wrocławskie, po czym otrzymawszy negatywną odpowiedź udała się ledwo zauważalnym ruchem robota we właściwe miejsce. Z perspektywy czasu nie jestem w stanie ocenić, czy wyciągnięte przeze mnie wnioski były zgodne z prawdą, mimo to tamto zdarzenie zrodziło wtedy w moim umyśle kilka dziwnych myśli, jakoby to przestrzegało mnie przed zażywaniem dekstrometorfanu :P

Po pewnym czasie udało mi się odnaleźć cel podróży. Zdejmując okrycie wierzchnie w przedpokoju otrzymałem wiadomość, że przybyło 6 osób przede mną, oraz że niestety nie będzie żadnych samic. Cóż… dla nich była to fatalna wiadomość – wiadomo – gej party. Mnie jakoś specjalnie to nie zmartwiło, ponieważ moje atawistyczne potrzeby miały na pewien czas mnie opuścić :D Pokrótce objaśniłem wszystkim co zamierzam ze sobą zrobić, odpowiedziałem na nurtujące ich pytania, oraz ostrzegłem czego nie powinni, a co mieli zrobić na wypadek bad trip’a. Przygotowałem sobie wodę z cytryną, tabletki wycisnąłem z listków i zacząłem przyjmowanie. W między czasie popalałem fajkę wodną i co rusz odpowiadałem na pytania „czy już mam banie” :D Jeszcze przez godzinę cieszyłem się imprezą przeżywaną na trzeźwo. Acodinowy świat zaatakował mnie w najmniej spodziewanym momencie. Wyglądało to dosyć komicznie. Siadając na kanapę zapomniałem o opadającym ukośnie suficie (pokój na poddaszu), co zaowocowało mocnym uderzeniem tyłem głowy, oraz wypowiedzeniem przeze mnie słów „zaczyna się!” ;D Czułem pierwsze fizyczne objawy – zaburzenia koordynacji ruchów, osłupienie, etc. Chodziłem po pokoju i czułem euforię ze specyficznego uczucia poruszania się niczym robot. Wszystko stawało się coraz mniej realne. Wydarzenia z przeszłości oraz przyszłość przestały mnie obchodzić, liczyło się tylko i wyłącznie „tu i teraz”. Po pewnym czasie przyszły jeszcze 3 osoby w tym jedna dosyć mocno „zjarana”. Dwie z nich razem z gospodarzem imprezy postanowiły pójść do Żabki po jakieś gastro, natomiast ja wyrażałem głośno chęć pójścia razem z nimi. Jednak po dłuższym zastanowieniu odezwał się we mnie rozsądek i strach przed bad trip’em, dzięki czemu owa chęć znikła. Niestety nie zauważyłem chwili, w której te trzy osoby wyszły przez co biegałem z góry na dół domu i ich szukałem :D Dopiero jedna z tych trzech osób, które niedawno przyszły, i która nie poszła do sklepu, uświadomiła mi, że ich przez jakiś czas nie będzie. Ta osoba dowiedziawszy się, że brałem Acodin zaczęła ciekawą rozmowę o nim. Uświadomiłem ją, że Acodin to nie morfina, tylko pochodna morfiny oraz, że nie jest opioidem, tylko dysocjantem i psychodelikiem :P Po pewnym czasie Żabkowa delegacja wróciła. Przeprowadziłem kolejną rozmowę, tym razem z gościem, który był pod silnym działaniem thc. Wymienialiśmy się doświadczeniami na temat naszych obecnych stanów świadomości :D Ktoś wpadł na pomysł, aby puścić jakieś śmieszne filmy z youtube. Leciał taki jeden z tańczącymi arabami (my oczywiście tańczyliśmy razem z nimi, a ja z moimi ruchami robota byłem gwiazdą tego tańca :D), coś z teletubisiami, dramatyczny lemur, fristajlo i inne. Ktoś w filmie o tańczących arabach doszukał się ukrytego podprogowego przekazu „zjadłbym sobie kwacha-a”! Te trzy osoby, które przyszły jako ostatnie, jakoś w tym momencie pożegnały się i poszły na jakąś inną imprezę. To oddaje nieco klimat jaki wtedy panował. Ja czułem coraz bardziej działanie Aco. Wszystko wydawało mi się snem, było bardzo mgliste. Postanowiłem usiąść na kanapie i włączyć sobie swoją muzykę z em-pe-trójki. Założyłem słuchawki na uszy i odpłynąłem :) Muzyka, jak to na dxm jest, brzmiała cudownie i zupełnie inaczej. Zamknąłem oczy, lecz nic jeszcze nie widziałem. Dopiero po chwili zaczęły się CEV’y. Przez zamknięte oczy widziałem pokój, w którym się znajdowałem. Jednak wyglądał on zupełnie inaczej. Nikogo w nim nie było. Meble były inaczej poustawiane i było ich mniej. Ściany się przekrzywiały. Widziałem też swoje ręce, gdy wyciągałem je naprawdę przed siebie. Po kilkunastu minutach otworzyłem oczy i niektórzy stali przed komputerem i coś oglądali. Jednym słowem nie ruszyli się ze swoich miejsc. Zorientowałem się, że minęło nie kilkanaście minut, lecz kilkanaście sekund. Kilka osób zeszło na parter, a ja razem z nimi. Poruszanie się było już silnie zaburzone, lecz trzymając się poręczy jakoś sobie radziłem na schodach. Ktoś stał w kuchni i zapytał się mnie jak się czuje, na co ja odpowiedziałem, że dziwnie i wspaniale, czy jakoś tak… Później kilku znajomych próbowało mnie wkręcić, że taka mała futrzasta kuleczka (taka jak dla kota do zabawy) to mysz. Rzucali nią, kopali po podłodze i mówili, że biega. Ktoś mnie szczypał w rękę i mówił, że ugryzła mnie. Złapałem tą kuleczkę, wytłumaczyłem, że nie dam się w to wkręcić, po czym „mysz” wrzuciłem do patelni z olejem (!). Postanowiłem im pokazać, jak wygląda mój chód robota. Niestety nie w porę zorientowałem się, że zbliża się ściana i uderzyłem w nią z dużym impetem twarzą. Gdy się podniosłem obejrzałem się na ścianę obrażonym wzrokiem. Wcale nie poczułem bólu przy tym uderzeniu! Następnie udałem się zobaczyć, kto siedzi na kanapie przed telewizorem w salonie i go ogląda. W salonie usiadłem w fotelu, przez chwilę próbowałem patrzeć się w TV, jednak nie byłem w stanie z powodu zeza zbieżnego. Dxm spowodował skurcze mięśni gałek ocznych i desynchronizację ich ruchów. Jedna chodziła inaczej, druga inaczej. Zamknąłem więc oczy i odleciałem znowu. Gdy je otworzyłem, przez chwilę nie wiedziałem, gdzie jestem z powodu zeza. Coś tam mruknąłem do tych, którzy siedzieli na kanapę i ruszyłem z powrotem na górę. Gdy w komputerze zobaczyłem, która jest godzina, to nie mogłem uwierzyć. Była 23:59, a więc minęły jakieś 2-3h od początku imprezy. Mi się wydawało, że minęło jakieś 5 dni, albo, że była co najmniej 4:00 w nocy. Zacząłem się pytać tych, którzy siedzieli przed komputerem, czy czasem mnie nie wkręcają i czy nie przestawili zegara :D Usiadłem na kanapie, założyłem słuchawki na uszy i znowu zacząłem się wkręcać w CEV’y. Raz widziałem przed oczami czerwone latające linie, raz jakieś regularne kształty. Szczególnie zapamiętałem wizję, w której widziałem duże niebiesko-zielone oko. Tzn. to co jest normalnie w oku białe było zielone, tęczówka była niebieska, a źrenica ciemno-zielona. Ciągle zbliżałem się do tego oka, aż w końcu wszedłem w źrenicę i stałem się okiem. Próbowałem znaleźć odpowiedzi na różne pytania natury egzystencjalnej, jak to bywa na deksie, jednak okoliczności trip’a (impreza, ludzie, etc.) sprawiły, że odpowiedzi nie otrzymałem. Moje myślenie przy rozwiązywaniu problemu zapętlało się. Następne co pamiętam, to zejście na dół, żeby dołączyć do innych przy oglądaniu jakiegoś filmy z Jean’em Claud’dem van Damem (czy jak to się tam pisze xD). Jak to JCvD-filmami bywa, dotyczyły one mordobicia i wschodnich sztuk walki. Film był stary, sceny walki były pokazywane w zwolnionym tempie, jednak znajomi wkręcali mi schizy, że to zwolnione tempo to wymysł mojego umysłu i ja w to uwierzyłem. Oglądanie filmu było bardzo dziwne. Sam film był bardzo dziwny nawet, jak się później okazało :P Skończył się on około godziny 1 w nocy. Wszyscy poszli do pokoju na samej górze i z braku lepszego zajęcia zaczęli oglądać filmy porno na redtube… To doskonale oddaje klimat imprezy bez ładnych lub jakichkolwiek sucz. Siedziałem na kanapie i patrzyłem na wszystko z innego świata. Byłem odgórnym obserwatorem. Cały ten dom wydawał mi się nierealny. Tak samo tamta trójka, która doszła jako ostatnia, a później poszła sobie. Wydawało mi się, że byli oni moim wymysłem i tak naprawdę wcale nie istnieli i nie byli tutaj. To oglądanie porno w tamtym stanie wydawało mi się totalnie dziwne i puste, więc założyłem słuchawki na uszy i fly-away. Niestety CEV’y były coraz słabsze. W końcu wszyscy postanowili kłaść się spać. Ja totalnie zdekszony jeszcze zdjąłem spodnie, co później okazało się bardzo złym pomysłem i położyłem się na łóżku ze słuchawkami na uszach. Po pewnym czasie je zdjąłem i próbowałem zasnąć, jednak sen był przerywany i niespokojny bardzo. Kołdra dla mnie się nie znalazła niestety, a jako że ściągnąłem spodnie to było mi cholernie zimno rano. Pół nocy nie spałem i ciągle oczekiwałem ranka. Gdy inni w końcu się obudzili, ja wstałem i postanowiłem zejść na dół na jakieś śniadanie. Ciągle poruszałem się dziwnie. Śniadanie nieliche składało się z prażynek i nieposłodzonej herbaty, jednak dobre i to. Później sprzątanie domu oraz ogródka, oglądanie TV oraz powrót do domu wraz z innymi dwoma znajomymi, który zaowocował wieloma śmiechawami ze mnie i moich wczorajszych wyczynów. Raz oparłem się całym ciałem o kasownik, tak że ludzie, którzy weszli do autobusu nie mogli skasować biletu bo obejmowałem kasownik. Zorientowałem się o tym dopiero, gdy jedna pani zwróciła mi uwagę. Znajomi nie wytrzymali ze śmiechu, ja podobnie. Deksowy zjazd było czuć jeszcze cały tamten dzień. Niestety po powrocie do domu był on wyjątkowo nie przyjemny. Jak jechałem samochodem z mamą nagle zachciało mi się wymiotować, lecz jakoś to powstrzymałem. Spowodowane to było pewnie jedzeniem w domu, gdyż zazwyczaj zjazd po DXM jest bardzo fajny i przyjemny ;) Tyle, że lepiej nic nie jeść w trakcie :P

To by było chyba na tyle. Piszę to kilka tygodni po tripie, także kolejność niektórych wydarzeń może być lekko zmieniona, lecz generalnie tak to zapamiętałem.

Ten trip był ciekawym przeżyciem, jednak DXM zdecydowanie nie nadaje się na imprezy! Lepiej położyć się spokojnie w łóżku, ze słuchawkami na uszach i cieszyć się w pełni tripem.

predestynacja, szary dzień i ja

Posted in zlew on marzec 2nd, 2008

piątkowy wieczór, dnia 29 lutego, spędzony na koncercie kilku kapel post-industrialnych. wypiliśmy z Gabi za nasze zbliżające się urodziny - moje 17, jej 19. kilku ciekawych ludzi. ja niestety totalnie zniszczony brakiem snu.

występowali MonsterGod, Hetane (fajną wokalistkę mają ;) ) i Co.in. MonsterGod można usłyszeć na youtube, Hetane też (ale tylko jeden kawałek), natomiast Co.in na swojej stronie udostępnia całą swoją płytę! polecam do przesłuchania. dosyć ciekawe brzmienia.

strona co.in -> www.coin.band.pl

trip report 360mg DXM HBr - pierwszy raz

Posted in psychedelic experiences on marzec 1st, 2008

Set&settings: mój pokój, rodzice blisko, ryzyko wykrycia - duże, mimo wszystko nastawienie bardzo pozytywne
Dawkowanie: 24 tabletki Acodinu, 360mg DXM, waga:85kg (8 godzin wcześniej 90mg na próbę uczuleniową)
Doświadczenie: etanol, metanol, nikotyna, kofeina, narkoza, thc, dmh

28.02.2008 r. - czwartek
(pisane, na żywo, podczas ładowania i trippowania)

22:31 - zaczynam łykanie tabletek :) po 3 tabletki co 3 minuty, popijam wodą z sokiem cytryny (dla wyrównania pH - Acodin to zasada). w między czasie układam playlistę na całonocny trip. w skład playlisty wchodzą m.in. pink floyd, bob marley, natural dread killaz, l.u.c & rahim, damian marley… same miło kojarzące mi się nuty ;)
22:42 - playlista gotowa :D
22:44 - osiągnięty półmetek - do połknięcia zostaje 12 piguł.
22:56 - koniec łykania, so far so good. ostatnia szybka wyprawa do kibla, a następnie zajęcie docelowej pozycji - tj. na łóżku, z laptopem na brzuchu i słuchawkami na uszach.
23:00 - jak na razie nie czuć działania dxm. martwi mnie jedynie moje zdenerwowanie, za pomocą głębokich oddechów staram się uspokoić :P będzie pozytywnie! :) w słuchawkach aktualnie vavamuffin ;] oglądam wizualizacje “bateria - generowanie losowe” w wmp z nudów :P
23:14 - niespodziewana i pilna, kolejna wyprawa do kibla (zbyt duzo wody z sokiem z cytryny :P) + ojciec spotkany na korytarzu :D na szczescie zadnych objawow poki co. wkrecam sie w muzyke i cierpliwie czekam…
23:26 - i znowu kibel ;D kurcze, rzeczywiscie przesadziłem z zapojką :P ciągle nic.
23:45 - cos zaczynam czuć, ojjj będzie się działo :) odprężenie i subtelne zaburzenia wzorku momentami. czekam dalej i będę starał się na bięząco pisać, dopóki będę w stanie.

29.02.2008 r. - piątek
00:00 - to wcześniej, to był fałszywy alarm chyba. ciągłość obrazu w porządku, czuję się normalnie i czekam, aż to się zmieni. nie mogę się doczekać poznania dexowego świata :))
00:18 - zaczyna sie juz na prawde! firanki zaczynają się ruszać!!! xDDD
00:21 - jestem w stanie normalnie dojść do toalety. subtelne zmiany w postrzeganiu wzrokowym podczas skupiania się na jednym punkcie.
00:26 - coraz ciekawsze efekty, rozmazywanie sie i falowanie obrazu.
00:55 - wstałem z łóżka. jestem w stanie chodzić, jednak czuję się dziwnie. chodzę jak robot, jednak mimo tej mechaniczności ruchów, wykonuję je z łatwością i lekkością. czuję się trochę jak na rauszu. nie do końca takiego efektu psychodelicznego oczekiwałem, ale okej, nie narzekam xD czerpię przyjemność z wykonywania rozmaitych dziwnych ruchów i “latania” po pokoju ;D
01:15 - czuje sie coraz bardziej, jak pijany. jakichs dziwnych psychodelicznych zjawisk i urojen nie zauwazam :P moze to wina zbyt małej dawki?
02:14 - działa. leżę z zamkniętymi oczami i słucham muzyki. coś wspaniałego, brzmi przepięknie w tych niezwykle pschodelicznych okolicznościach (mrok w pokoju, rozpraszany jedynie przez pomarańczowe światło sączące się z ulicznych latarni i wpadające do mojego pokoju przez 2 duże okna) poruszam się jak robot. stawiam krótkie, niepewne kroki, bardzo “mechanicznie”. w ogóle kiepsko czuję swoje ciało. dysocjacja?
(od tego momentu dopisane następnego dnia)
03:00 - apogeum tripa, odpływam słuchając muzyki, zastanawiam się nad sensem tekstów piosenek. przez chwilę rozmawiałem z jakimś gościem w długich włosach, nie pamiętam o czym :D przy zamkniętych oczach mam różne “filmy”, niestety żadnego nie udaje mi się zapamiętać na tyle, by móc go tutaj przedwstawić w formie opowiadania :P
04:00 - strasznie zmęczony, świadomość powraca do normalnego stanu, zaburzenia motoryczne nadal bardzo silne :P odkładam komputer i kładę się spać.
06:00 - pobudka. ciągle poruszam się niczym robot, staram się zjeść jak najszybciej śniadanie, ubrać się i wyjść. schodzenie po schodach sprawia lekką trudność, normalny spacer chodnikiem do łatwych zadań też nie należy. ciągle zaburzenia wzorku, ale słabsze niż przedtem.
07:30 - dotarcie na miejsce zajęć, ciągle czuć działanie Aco. problemy z wysłowieniem się i lekkie rozkojarzenie towarzyszące mi przez reszte dnia. wieczorem, po zjeździe po dxm ani śladu.

Jeszcze kilkoma słowami podsumowania chcę podkreślić, że faza była cholernie przyjemna :) Obyło się bez niefajnych efektów ubocznych typu mdłości, swędzenie, wysypka, obrzęki. Ponadto zjazd po tripie również był przyjemny (lekkość poruszania się + uczucie lekkich zaburzeń równowagi, jak po 3-4 piwach).

Jednak jest kilka rzeczy, których żałuję… przede wszystkim jedzenie obiadu przed wrzucaniem tabletek, i to bardzo sytego obiadu. Jestem prawie pewien, że to przez to faza tak długo się ładowała. Poza tym za bardzo skupiłem się na komputerze i pisaniu tego raportu, przez co nie mogłem się odprężyć i poczuć jak jest FAJNIE :D Gdy tylko odłożyłem komputer, wsłuchałem się w muzykę i zamknąłem oczy, to automatycznie odleciałem w inny świat bardzo ciekawych doświadczeń…
Następny raz będzie na pewno. Jednakże póki co wcale mnie do tego nie ciągnie. Może za jakieś 2-3 miesiące skosztuję 450 lub 600 mg… będzie na pewno ciekawiej :)

I tak na koniec jeszcze - acodin tak! Ale tylko z szacunkiem do mocy tej substancji. I rzadko bo czar pryśnie, a pojawią się rozmaite kłopoty zdrowotne.

Salute!